środa, 15 sierpnia 2012

("Bodyguard") Rozdział 1


          Był późny wieczór. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, a uliczne latarnie pozapalały się. Lee Taemin wracał właśnie wraz z grupką przyjaciół do domu. Kilka minut wcześniej skończyli trening klubu tanecznego, którego byli członkami i postanowili w końcu opuścić mury uczelni.

            -Ała! Junho!- krzyknął chłopak, spoglądając z urazą na swojego przyjaciela, który wpadł na niego, zdeptując stopę.

            -Sorry, ale mógłbyś iść dalej, a nie zatrzymujesz się na środku- odpowiedział chłopak, posyłając mu jeden ze swoich uśmiechów, przy których jego oczy kompletnie znikały pod wydatnymi policzkami.

            -Dobra, nie ważne- Taemin machnął ręką, rozglądając się dookoła. Już od jakiegoś czasu miał jakieś dziwne uczucie, że ktoś go obserwuje. Z początku myślał, że może tylko mu się wydaje, ale jego szósty zmysł nie dawał mu spokoju, ostrzegając przed czymś w myślach. Westchnął, poprawiając swój kucyk i torbę na ramieniu.

            -Dobra, my idziemy w swoją stronę. Do jutra!- rzucił Senguri, obejmując Junho i Wooyounga ramieniem, kierując się w jedną z uliczek. Taemin pomachał im ręką na pożegnanie, spoglądając na najstarszego ze swoich przyjaciół, lidera Klubu Tanecznego- Dong Youngbae- zwanego przez wszystkich Taeyang.

            -Zostaliśmy sami- powiedział, uśmiechając się szeroko. Taemin kiwnął głową, ponownie się rozglądając. Wiedział, że Taeyang także niedługo pójdzie w swoją stronę, a on będzie musiał sam przejść jeszcze trzy przecznice. Nie zbyt mu się to uśmiechało, biorąc pod uwagę uczucie niepokoju, jakie go ogarniało.

            -Ten ruch, który dzisiaj pokazałeś, był naprawdę dobry. Myślę, że będziemy mogli go wpleść do następnego układu- dodał Taeyang, zapinając szczelniej swoją zieloną bluzę Adidas.

            -A bo ja wiem, czy był aż taki dobry. Tak mi jakoś do głowy wpadł- odpowiedział Taemin, także otulając się szczelniej kurtką. Robiło się chłodno, a ulice coraz bardziej pogrążały się w ciemności.

            -Jak zawsze skromny. A prawda jest taka, że to ty wymyślasz wszystkie najfajniejsze ruchy.

            -Dzięki, hyung.

            -Nie mówię tego, aby ci posłodzić, ale taka jest prawda. Senguri ostatnio nic tylko gada o nowych dziewczynach, wciągając w to Junho, a Wooyoung jakiś taki nieobecny jest. Tylko ty jeszcze pracujesz w tej grupie.

            -Zapomniałeś o sobie.

            -Ja to tam. Jestem liderem, mam swoje obowiązki i je wypełniam. Ale bez twojej pomocy, nie dałbym rady. I jeszcze cała ta afera z Kaiem, idiota musiał złamać nogę akurat teraz.

            -Jak pech dopadnie człowieka, to nic na to nie poradzisz. A jemu szczęście jakoś ostatnio specjalnie nie dopisywało.

            -To fakt. No nic młody, ja się muszę zbierać. Mój kierunek się zmienia- Taeyang zatrzymał się, ściskając młodszego chłopaka ze śmiechem. Ten pokiwał tylko głową, machając mu ręką i ruszając dalej tą samą drogą.

            Taemin nieznacznie przyspieszył, gdy tylko jego przyjaciel ruszył w swoją stronę. Dziwne uczucie nadal go nie opuszczało, a wręcz przeciwnie, zwiększyło się. Poprawił swoją szkolną torbę na ramieniu, w myślach zapisując sobie, żeby następnym razem wziąć plecak i skręcił w dobrze sobie znaną uliczkę. Przechodził nią codziennie od siedmiu miesięcy o niemal każdej porze. Zmarszczył nieco brwi, słysząc za sobą ciche kroki. Zerknął kątem oka za siebie, próbując namierzyć ich właściciela. Niestety nie zobaczył nic. Po jego plecach przeszedł lekki dreszcz, a serce nieznacznie przyspieszyło. Cichy szelest. Odwrócił głowę, napotykając na postać wysokiego mężczyzny i usłyszał:

            -Nawet nie waż się uciekać.

            To była sekunda jak rzucił się do ucieczki, biegnąc ile sił w nogach. Za sobą usłyszał ciche przekleństwo i odgłos kroków mężczyzny. Przyspieszył, skręcając w kolejną uliczkę, przyciskając do piersi swoją torbę. Poczuł jak coś przeleciało koło jego nogi i usłyszał cichy świst. Spojrzał do tyłu i omal nie wrzasnął, widząc, że mężczyzna mierzy do niego z broni. Uskoczył w bok, ochraniając swoją nogę przed wbiciem się w nią pocisku. Długo nie czekając wbiegł na czyjeś podwórko, przeskakując ogrodzenie i przebiegając trawnik. Ponownie przeskoczył ogrodzenie, wypadając na swoją ulicę. Przyspieszył, ledwo łapiąc oddech w ostatniej chwili dopadając bramki od swojego domu. Nacisnął na domofon w kieszeni gorączkowo poszukując kluczy.

            -Tak?- rozległ się głos w domofonie.

            -To ja, otwórz szybko!- niemal krzyknął, łapiąc za klamkę od drzwi. Rozległ się dźwięk buczenia i bramka puściła, a on wpadł na swoją posesję, zatrzaskując za sobą drzwi i biegnąc do domu.

            Do budynku wpadł, prawie nie oddychając. Rzucił torbę na ziemię, kierując się do kuchni.

            -Dzwoń po policję- wydyszał, zaglądając przez okno na zewnątrz. Kobieta, która przebywała w pomieszczeniu spojrzała na niego zaskoczonym wzrokiem.

            -Minnie co się stało? Dlaczego mam dzwonić na policję?- spytała, podchodząc do niego i kładąc swoją dłoń na szczupłym ramieniu chłopaka.

            -Ktoś do mnie strzelał i śledził aż z uczelni.

            -Matko Boska, odsuń się od okna!- niemal, że krzyknęła, sadzając go na krześle.

            -Jesteś ranny?- dodała, oglądając go dokładnie.

            -Nie. Sonia, proszę cię, zadzwoń na policję- chwycił za dłonie kobiety, spoglądając na nią przerażonym wzrokiem. Ta kiwnęła głową i wyszła po telefon. Sonia była gosposią w małej rezydencji państwa Lee. Pracowała tam już dobre dziesięć lat i wychowywała ich jedynego syna Taemina. Każdy kto na nią patrzył wiedział, że nie była Koreanką, a już tym bardziej Azjatką. Wysoka, dobrze zbudowana o pulchnej twarzy, ale i ciepłych oczach. Pochodziła z Europy, a w jej żyłach płynęła polsko- ukraińska krew. Nie miała dzieci. Nie mogła ich mieć, ale Taemina kochała jak własnego syna. Zawsze się nim opiekowała, uczyła go, dbała. Taemin także kochał tą kobietę. Uważał ją za swoją matkę, mimo, że jego prawdziwa rodzicielka żyła na jednej z wysp w ciepłych krajach. Sonia dawała mu miłość i zrozumienie, które potrzebowało dziecko, a kobieta, która wydała go na świat była zimna jak lód. Bez serca.

            -Idź do siebie na górę. Zadzwoniłam już po odpowiednich ludzi. Zaraz ci coś przyniosę do jedzenia- powiedziała Sonia, wchodząc do kuchni. Taemin pokiwał głową, całując kobietę w policzek i ruszając na piętro, gdzie mieścił się jego pokój.



            Choi Minho siedział w czarnej terenówce z wielką torbą na kolanach. Kilka minut wcześniej zadzwonił do niego Siwon, mówiąc, że ma spakować najpotrzebniejsze rzeczy i czekać w gotowości przed domem. Wrzucił więc do torby kilka ubrań i przyborów codziennego użytku, czekając na mężczyznę.

            -Powiesz mi, gdzie jedziemy?- zapytał, spoglądając na kierowcę. Siwon otworzył schowek i wyjął z niego czarną teczkę, wręczając mu ją.

            -Przeczytaj. To twoje nowe zadanie- rzucił, skupiając się na drodze. Choi otworzył teczkę, znajdując w niej tylko jedną kartkę. Zaskoczony, wyciągnął ją i zaczął czytać. Jego wzrok przesuwał się po piśmie, a twarz nie wyrażała żadnych emocji. W końcu schował kartkę do teczki i wsadził ją do schowka.

            -Zrozumiałeś?- spytał Siwon, spoglądając na niego uważnie. Kiwnął głową, rozsiadając się wygodniej na siedzeniu.

            -Dobrze. Z tyłu masz torbę ze sprzętem. Zawiozę cię i wejdę tylko na chwilę. Dalej będziesz musiał radzić sobie sam- dodał. Skręcił autem w jakąś uliczkę, podjechał kawałek i w końcu zatrzymał się pod małą rezydencją. Obaj mężczyźni wysiedli z auta, Choi wyciągając swoją torbę, i tą o której mówił jego towarzysz. Bramka otworzyła się, gdy tylko Siwon powiedział coś do domofonu i oboje ruszyli w kierunku dwupiętrowego domu. Minho rozejrzał się, mrużąc oczy. Nie mógł zbyt wiele zobaczyć, bo było ciemno, ale podejrzewał, że za domem rozciąga się całkiem duży ogród.

            -Proszę, wejdźcie- usłyszał kobiecy głos i spojrzał na drzwi wejściowe. Stała w nich pięćdziesięcioletnia kobieta zagranicznego pochodzenia.

            -Cieszę się, że tak szybko jesteście- dodała, gdy tylko znaleźli się w środku. W środku dom imponował swoim wnętrzem. Nowocześnie umeblowany, inaczej niż w typowo koreańskich domach. Raczej w amerykańskim stylu. Duże i przestronne pokoje, z różnego rodzaju ozdobami na ścianach, typu obrazy, czy teatralne maski. Minho podszedł do jednej z masek, przyglądając się jej z zainteresowaniem. Uśmiechnął się pod nosem, przenosząc swój wzrok na nowoczesny sprzęt.

            -Choi, wszystko już wyjaśniłem, więc będę się zbierał. To pani Sonia…- zwrócił się do niego Siwon, pokazując na kobietę. Nie zapamiętał jej trudnego nazwiska, ale ukłonił się z szacunkiem w jej kierunku. Kobieta odkłoniła mu się, a Siwon już dawno zniknął.

            -Chodź, pokażę ci pokój, gdzie będziesz mieszkał i przestawię mojego Minniego- powiedziała, łapiąc go za łokieć. Uśmiechnął się, ruszając za kobietą schodami na górę, nadal taszcząc ze sobą torby. Weszli do małego pokoju z łóżkiem, komodą, szafą i telewizorem. Rzucił na łóżko torby, nie zwracając większej uwagi na pomieszczenie. Podejrzewał, że był to pokój dla gości. Zamiast tego wyszedł za kobietą na korytarz i stanął pod drzwiami obok pokoju, z którym zostawił swoje rzeczy. Sonia zapukała dwa razy, otwierając drzwi i wchodząc do środka. Minho zrobił to samo rozglądając się dookoła. W pomieszczeniu panował bałagan. Na podłodze walało się kilka bluzek i książek, na pułkach stały jakieś powieści i płyty z Michaelem Jacksonem oraz koreańskimi gwiazdami. Pod oknem stało biurko, na którym walały się długopisy, ołówki i jakieś kartki. Pod jedną ze ścian stała wielka szafa i komoda z pootwieranymi szufladami. Choi zwrócił swój wzrok na łóżko i zamarł. Na błękitnej pościeli leżał śliczny chłopak ze słuchawkami na uszach. Miał delikatne rysy twarzy, pełne malinowe wargi, zgrabny nos i wielkie czekoladowe oczy. Karmelowe włosy sięgające mu nieco za ramiona, opadały falą po szczupłych i jasnych ramionach, okrytych tylko białym podkoszulkiem. A długie nogi zakrywały ciemne rurki. W uszach miał po dwa kolczyki.

            -Taemin, mógłbyś tu trochę ogarnąć!- powiedziała kobieta, zbierając rzeczy z podłogi chłopaka. On jednak nie zwracał na nią uwagi, bo jego wzrok przykuł wysoki brunet, stojący w drzwiach. „Przystojny brunet”- pomyślał, patrząc w czarne jak noc oczy. Przeniósł spojrzenie dalej na orli nos i pełne wargi. W końcu zjechał wzrokiem po szerokich, okrytych skórzaną kurtką i czarnym t-shirtem ramionach, szczupłych, mocnych udach i wrócił na twarz. Mężczyzna miał ciemną karnację, a włosy czarne i lekko potargane. Tamien przełknął ślinę, siadając na łóżku. Brunet nie wyglądał na więcej niż dwadzieścia pięć lat, a mimo wszystko coś w jego postawie, mówiło, że jest niebezpieczny. Uśmiechnął się pod nosem. Taemin już dawno określił swoją orientację seksualną i wiedział, że woli chłopców. A ten chłopak właśnie zdobył jego zainteresowanie.

            -Och! Przepraszam za bałagan, ale ten dzieciak taki już jest- rzuciła Sonia, układając książki na jedną z półek. W końcu zmierzyła wzrokiem Taemina i dodała:

            -Taemin, poznaj proszę Choi Minho. Twojego osobistego ochroniarza.


8 komentarzy:

  1. Minho ochroniarz, to się będzie działo coś czuję ^^
    idę czytać dalej xD

    J.

    OdpowiedzUsuń
  2. Będzie się działoo XDD
    Bardzo fajnie piszesz :3
    Znaczy.. chodzi mi o to że zaciekawiasz czytelnika :33

    OdpowiedzUsuń
  3. Minho ochroniarzem... pasuje mu ta rola. To opowiadanie czytam chyba czwarty raz. Nigdy mi się nie znudzi! Kocham twoje opowiadania! :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Minho ochroniarz O.o to się będzie działo ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. boszeeeeeee
    czytałam to już z 1000000000 razy (nie mam pojęcia ile) i ciągle sie zachwycam twoimi dziełami.
    Pozdrawiam ^-^

    OdpowiedzUsuń
  6. Minho ochroniarz wow xD to będzie ciekawe

    OdpowiedzUsuń