czwartek, 23 sierpnia 2012

("Heart") Rozdział 5


             Jechali w milczeniu, słuchając piosenek puszczanych w radio. Taemin rozglądał się po wnętrzu samochodu, nie mogąc się nadziwić jego pięknem. Zawsze chciał mieć własne auto, podobne do tego, ale niestety choroba sprawiła, że nie miał możliwości zdania prawa jazdy. Owszem, mógł zrobić to teraz, ale i tak nie było go stać na wymarzoną maszynę.

            -Dużo zapłaciłeś?- spytał, przerywając ciszę. Brunet spojrzał na niego zaskoczony, najwyraźniej nie spodziewając się, że chłopak może go o coś zapytać.

            -Zapłaciłem za co?- odpowiedział pytaniem na pytanie, skręcając w kolejną ulicę.

            -Za samochód. Wiem, że nie należy do tanich.

            -Trochę musiałem zapłacić. Tak w sumie to nawet więcej niż trochę, ale było warto- Minho przejechał pieszczotliwie palcem po kierownicy i się uśmiechnął. Taemin usłyszał ciche prychnięcie tuż za sobą. Odwrócił się, zauważając Taeyeon siedzącą na tylnym siedzeniu.

            -Też chciałbym mieć takie auto. Jest naprawdę super- odpowiedział, ignorując ducha dziewczyny.

            -Nie masz w ogóle samochodu?
            -Nie. Nawet nie mam prawka.

            Minho pokiwał głową ze zrozumieniem, skupiając się na drodze. Zbierał na swoją dziecinkę dość długo, a i tak z pomocą finansową musieli mu przyjść rodzice. Drogie auta były piękne, ale ich cena często to przyćmiewała. Zerknął kątem oka na chłopaka. Nigdy nie zabierał pasażerów na gapę. Nawet jak ktoś próbowałam złapać go na stopa, on twardo jechał przed siebie. W końcu nigdy nie wiadomo kim jest dana osoba. A jakby trafił na jakiegoś psychola, który chce go okraść? Lepiej być przezornym. Dzisiaj jednak postanowił złamać tą zasadę. Nie wiedział dlaczego. Po prostu kiedy spojrzał w wielkie, czekoladowe oczy wyrażające bezradność, postanowił, że pomoże ich właścicielowi. Mimo, że był dla niego zupełnie obcym człowiekiem, a jedyne co o nim wiedział to, to jak się nazywał. No i znał też jego adres.

            -Jesteśmy na miejscu- powiedział, zatrzymując się pod jednym z wieżowców. Od razu zauważył, że nie była to jakaś biedna dzielnica, a wręcz przeciwnie.

            -Tak szybko?- zdziwił się Lee, zerkając wielkimi oczami na swój dom.

            -Klub nie znajduje się wcale aż tak daleko stąd. Wydaje mi się, że to bogata dzielnica. Nie mógłbyś kupić sobie auta i zdać prawka?

            Taemin uśmiechnął się z konsternacją. Fakt, mieszkał w bogatej dzielnicy, ale była to tylko i wyłącznie zasługa jego rodziców. Mama sprzedała w swoim życiu dość sporo obrazów, ojciec pracował na wysokim stanowisku w jednej ze światowych firm, ale mimo to nie było go stać na kupno auta. Szczególnie takiego o jakim marzył. Rodzice za żadne skarby nie kupili by mu własnego samochodu, zbyt ogarnięci wizją wypadku, który mógłby spowodować podczas zasłabnięcia. A on niestety nie zaczął jeszcze zarabiać.

            -To nie jest takie proste jakby się wydawało- odpowiedział, spuszczając wzrok.

            -Rozumiem.

            -Dziękuję za podwiezienie i za pomoc przed klubem. Nie wiem jakbym mógł ci się odwdzięczyć?- pospiesznie zmienił temat. Nie miał ochoty opowiadać mu o tym dlaczego jego rodzice tak bardzo trzęsą się nad zdrowiem i życiem swojego drugiego syna. Na takie rzeczy było zdecydowanie za wcześnie.

            -Wystarczy, że nie będziesz się więcej wplątywał w kłopoty.

            Taemin uśmiechnął się, ale nie odpowiedział nic. Po prostu pokiwał głową i wysiadł z auta, pozwalając mu odjechać, a gdy już zniknął za zakrętem, ruszył powoli do swojego mieszkania.

            -Jesteś beznadziejny- powiedziała Taeyeon, wchodząc za nim do windy. Spojrzał na dziewczynę, unosząc do góry brew. Nie podobało mu się to co usłyszał.

            -Jechałeś z nim przez dwadzieścia minut i jedyne o co zdołałeś zapytać to cena jego auta?- dodała, nie kryjąc swojego niezadowolenia.

            -A twoim zdaniem to o co miałem go zapytać, hm?

            -Nie wiem, ale na pewno nie o cenę auta. I to na końcu, w ogóle co to miało być? Zamiast po prosić go o kolejne spotkanie to ty nic.

            -Może jeszcze miałem się z nim umówić? Nie wiem czy zauważyłaś, ale jestem facetem. Nie umawiam się z innymi facetami. Poza tym co ty tutaj robisz?

            -Pilnuję, abyś zrobił wszystko jak trzeba.

            Winda zatrzymała się i drzwi otworzyły. Wyszedł z niej, kierując się w stronę drzwi prowadzących do mieszkania. Nie miał zamiaru kłócić się z duchem na korytarzu. Jeszcze ktoś by go usłyszał i uznał za świra.

            -Masz zamiar mnie ignorować?- spytała Taeyeon, próbując złapać go za ramię. Poczuł jak w miejscu, gdzie dotknęły go jej palce, przebiegł zimny dreszcz. Skrzywił się, wyciągając z kieszeni klucze od domu i otworzył drzwi. Nadal nic nie mówiąc, wszedł do środka od razu wpadając do swojego pokoju. W mieszkaniu nie było nikogo, co przyjął z dość dużą ulgą. Jakoś nie miał ochoty tłumaczyć wszystkim dlaczego jego spodnie były brudne i śmierdział zgnilizną.

            -Halo?- dziewczyna nie dawała za wygraną. Zatrzymał się na środku pokoju, odwracając w jej stronę. Powoli zaczynała go irytować.

            -Słuchaj z tego co się orientuję to ja mam mu pomóc, więc się nie wtrącaj, dobra? To o czym z nim rozmawiam to tylko i wyłącznie moja sprawa, więc spływaj.

            -Ya! Nikt cię nie nauczył jak się zwracać do kobiet?

            -Nauczył.        

            -Nie widać.

            -Jesteś wkurzająca! To ty poprosiłaś mnie o pomoc, a ja się zgodziłem, więc możesz dać mi już spokój i iść tam gdzie byłaś zanim zjawiłaś się w moim pokoju? Chciałbym się umyć- niemal wysyczał, powoli tracąc nad sobą panowanie. Dziewczyna naburmuszyła się, zakładając ręce na piersi. Jej oczy zmrużyły się i przez chwilę wyglądała jakby chciała coś powiedzieć, ale w końcu odwróciła się i zniknęła równie niespodziewanie jak się pojawiła.

            -Wreszcie- wyszeptał, chwytając za czyste ubranie. Jedyne o czym teraz marzył to prysznic i miał nadzieję, że pozbył się ględzenia dość wkurzającego ducha na co najmniej na dobę.

 

 

            Kibum przeglądał z uwagą jakieś strony z ciuchami na komputerze Jonghyuna, kiedy nagle rozległ się dźwięk wiadomość gg. Zerknął na prawy dolny róg monitora i zmarszczył brwi. To co zobaczył wcale mu się nie spodobało. Na żółtej chmurce widniały trzy wyrazy. Shin Se Kyung.

            -Dostałem wiadomość?- usłyszał głos Jjonga, który wszedł właśnie do pomieszczenia. Na głowie miał zarzucony ręcznik, a jedynym jego ubraniem były spłowiałe dżinsowe spodnie. Key zerknął na niego, ignorując nagą klatkę piersiową i kilka kropli wody, które skapywały z mokrych włosów na gładką skórę.

            -Shin Se Kyung. Nie wiedziałem, że z nią piszesz- odpowiedział, a w jego głosie dało się słyszeć złość. Spróbował nad nią zapanować, wbijając wzrok w przyjaciela.

            -Czasem ze sobą gadamy. Sprawdzisz co napisała?

            Zastanowił się przez chwilę. Wcale nie miał ochoty sprawdzać co ta wywłoka mogła do niego pisać. W ogóle nie podobał mu się fakt, że miała czelność to robić, ale ciekawość nad nim zwyciężyła przez co kiwną jedynie głową i odwrócił w stronę monitora. Najechał myszką na migającą chmurkę i wcisnął ją. Po chwili na ekranie pojawiło się okno rozmowy i kilka słów.

            -Hej Jongie co tam u ciebie słychać?- przeczytał na głos z lekką ironią w głosie. Jonghyun podszedł do niego, pochylając się nad monitorem. Nic nie mówiąc, przełożył ręce pomiędzy jego postacią i zaczął odpisywać na wiadomość. Key śledził uważnie jak smukłe palce uwijają się na klawiaturze, wciskając kolejne litery.

            -Jongie? Pozwalasz jej tak do siebie mówić?- spytał, próbując zignorować zapach starszego, który wdzierał się do jego nozdrzy.

            -Tak, a dlaczego miałbym nie pozwalać?

            -Po tym co ci zrobiła…

            -Key, naprawdę nie rozumiem dlaczego jej nie lubisz? Poza tym ona nic mi nie zrobiła. Nie byliśmy już wtedy razem jak zaczęła się spotykać z tamtym kolesiem.

            Szatyn prychnął, zakładając ręce na piersi. Fakt, nie lubił jej. Shin Se Kyung była dziewczyną Jjonga już w liceum. Chodzili ze sobą przez prawie rok, co doprowadzało Kibuma do białej gorączki. Wkurzało go, gdy widział jak się obściskiwali na jego oczach albo szeptali czułe słówka. Ściskało go od środka , wprawiając w mordercze instynkty. Nie wiedział do końca dlaczego tak czuł, ale najchętniej powieś łby tą dziewczynę i patrzył jak się dusi.

            -Bo przez nią omal nie zerwaliśmy naszej przyjaźni- odpowiedział, zaciskając zęby. Tak, niewiele brakowało, a z ich przyjaźni nic by nie zostało. Od kiedy Jjong zaczął się z nią spotykać kłótnie między nimi były na porządku dziennym. Jeden drugiemu dogryzał jak tylko się dało, mając gdzieś, czy w ten sposób ranią. Właśnie dlatego Key przyjął z wielką radością wiadomość, że ze sobą zerwali.

            -To było dawno. Teraz tylko ze sobą piszemy, więc nie musisz się tak wkurzać- Jjong westchnął, spoglądając na Key. Szatyn wydął usta, co było jedną z metod okazania przez niego złości. Jednak zamiast wyglądać groźnie i odstraszać, wywoływał na twarzy ludzi uśmiech.

            -Wyglądasz uroczo jak tak robisz- dodał Jonghyun, ukazując rząd śnieżnobiałych zębów. Key uderzył go w ramię, zaciskając usta w linijkę i oblewając się rumieńcem.

            -Spadaj- wysyczał, zapominając już o Se Kyung.

            -Chwila, czy ty się rumienisz?- oczy Jjonga stały się jeszcze większe i błyszczące niż dotychczas.

            -Wydaje ci się.

            -Widziałem! Kim Kibum się rumieni!

            -Nie wkurzaj mnie Jjong.

            -Teraz wyglądasz jeszcze bardziej uroczo niż wcześniej.

            Kolejna dawka purpury wypłynęła na twarz młodszego Kima, co starszy skwitował gromkim śmiechem. Przypominający teraz dojrzałego pomidora Key zaklął pod nosem. Nienawidził się rumienić. A już tym bardziej robić to przy Jonghyunie. Głównie dlatego, że ten zawsze się z niego naśmiewał kiedy tylko za dużo czerwieni wypływało na jego twarz.

            -Spadam stąd- powiedział, wstając z krzesła. Jonghyun opierał się o biurko, próbując opanować śmiech. Z kącików jego oczu spływały łzy, a na buzi ciągle panował uśmiech.

            -Oj nie obrażaj się Bummie- wydyszał między jedną salwą śmiechu, a drugą.

            -Do widzenia Jjong- odpowiedział Key, chwytając za klamkę od drzwi. Chwilę później wyszedł z pomieszczenia, zostawiając w nim nadal śmiejącego się Jjonga.

5 komentarzy:

  1. "Zbierał na swoją dziecinkę dość długo" XD normalnie nie mogłam powstrzymać śmiechu.Minho powiedział tak o aucie?Najzwyklejszym aucie?! xDD
    Taemin,działaj ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejne genialne opowiadanie wychodzi <3 z moimi ulubionymi paringami ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Wee. Kolejna notka. :D Wiesz, jak ja to kocham. :D Yaoi to to, co Hikari lubi najbardziej! :D Minho tak bardzo kochający swoje auto. Jakbym widziała mojego brata.
    "[...] Najchętniej powiesiłby tą dziewczynę i patrzył jak się dusi" - witaj w klubie, Kibummie. Sama się wkurzyłam na myśl, że Jongi cię nawet nieświadomie zdradza. Taak, ja wiem, że wy razem nie jesteście, ale dla mnie już jesteście! xD Czemu a się do licha wyrażam do Key? On mnie i tak nie słyszy. o.o
    Ja mam pomysł, wiesz? Zróbmy grupowe spotkanie, i zastrzelmy Shin Se Kyung. Kto jest za!? :D No nie mówcie mi, że tylko ja. >.<
    H.~

    OdpowiedzUsuń
  4. W sumie jestem trochę zawiedziona że nie umówił się na kolejne spotkanie >.< a cóż na pewno będą parą :3

    -Sakuyu

    OdpowiedzUsuń