piątek, 8 lutego 2013

("Heart") Rozdział 27





Minho zakopał się pod kołdrą, zadowolony, że w końcu może odpocząć. Po całonocnej pracy był wręcz wykończony. Uśmiechnął się delikatnie i wtulił twarz w poduszkę. Już niemal zasypiał, kiedy nagle usłyszał jak drzwi do jego mieszkania się otwierają, a po chwili tak samo te do sypialni.
- Minho ubieraj się, szybko – usłyszał głos Jjonga. Jęknął przeciągle i spojrzał na przyjaciela morderczym wzrokiem.
- Niby po co? Dopiero wróciłem z pracy i chcę spać – odpowiedział, nieco zirytowany. Jjong już otwierał usta, aby mu wyjaśnić, kiedy do pokoju wpadł Key, wrzeszcząc:
- Taemin jest w szpitalu!
Minho zamrugał kilka razy powiekami i usiadł, patrząc na swoich przyjaciół.
- Co? – spytał, bo nie był pewny, czy się przypadkiem nie przesłyszał.
- Onew dzwonił. Taemin jest w szpitalu, to coś poważnego. Rusz się!
Minęła kolejna chwila, zanim doszło do niego znaczenie tych słów. Zanim się obejrzał, stał już na nogach, naciągając na siebie spodnie i koszulkę. Nie rozumiał dlaczego, ale nagle poczuł w piersi dziwny ucisk. Coś jak strach, połączone ze zmartwieniem. Przed oczami stanął mu obraz Taemina z szerokim uśmiechem na twarzy. Co się mogło stać?
- Chodźmy! –  zawołał, niemal wybiegając z domu, nawet nie kwapiąc się zamknięciem drzwi na klucz.

Kiedy zajechali do szpitala i pielęgniarka kazała im iść do poczekalni przed salą operacyjną, poczuł, jakby cofnął się w czasie. Żołądek niemal podszedł mu do gardła, kiedy szedł za swoimi hyungami, odganiając z głowy bolesne wspomnienia. Na jednym z krzesełek siedziała pani Lee, chowając twarz w dłoniach i jakby cicho modląc, aby z jej młodszym synem było wszystko w porządku. Onew nie było w pobliżu. Minho usiadł obok kobiety, czując jak go mdli od panującej wokół atmosfery i zapachu szpitalnych chemikaliów.
- Pani Lee? – odezwał się, a kobieta spojrzała w bok i niemal rzuciła mu się na szyję, zaczynając cicho płakać. Niepewnie objął ją ramieniem i pogładził po plecach w uspokajającym geście.
- Mój synek. Tyle krwi – wyłkała kobieta, przytulając się do niego mocniej. Minho poczuł jak ogarnia go większy strach. Krwi? Co się stało?
- Gdzie jest Onew? – spytał Key, stojąc obok nich. Pani Lee odsunęła się w końcu od Minho i wytarła łzy wierzchem rękawa.
- Wyszedł. Chyba nie wytrzymał czekania tutaj – odpowiedziała ze smutkiem.
- Pójdziemy go znaleźć – oznajmił Jonghyun i złapał Key za rękę, idąc z powrotem korytarzem, aż do wyjścia. Minho patrzył za nimi przez chwilę, aż w końcu ponownie zerknął na matkę Taemina.
- Przepraszam – powiedziała kobieta, jakby nieco zawstydzona, że dała upust swoim emocją.
- Nie musi pani przepraszać, pani Lee. Naprawdę – odpowiedział, posyłając jej delikatny uśmiech. Kobieta odwzajemniła go i przeniosła swoje spojrzenie na drzwi obok, których widniała czerwona lampka z napisem „OPERACJA”. Nic dziwnego, że nerwy jej puściły. Kiedy sobie przypomniała, jak Taemin zwymiotował krwią i padł blady jak ściana na podłogę, tracąc przytomność, miała ochotę wyć w niebogłosy.
- Co się stało? – spytał Minho, nie mogąc już znieść panującej w korytarzu ciszy. Chciał wiedzieć dlaczego Taemin teraz znalazł się na sali operacyjne i skąd krew, o której mówiła kobieta. Może potrącił go samochód? Pani Lee wbiła wzrok w  podłogę i odpowiedziała cicho:
- Lekarz powiedział, że jeden ze szwów przy aorcie nie wytrzymał i puścił. Taeminnie ostatnio miał zbyt dużo emocji, co spowodowało, że krew szybciej zaczęła krążyć i szew puścił. Muszą go zaszyć, inaczej wykrwawiłby się wewnętrznie.
Minho zmarszczył brwi. Szew przy aorcie? Taemin mówił, że miał operację na serce, ale, że były potrzebne szwy?
- Nie bardzo rozumiem… Skąd ten szew? – zadał kolejne pytanie. Pani Lee spojrzała na niego z zaskoczeniem.
- Taeminnie ci nie mówił, że miał przeszczep?
Oczy chłopaka niemal wyszły z orbit na tę wiadomość. Pokręcił przecząco głową.
- Taeminnie zachorował jeszcze w liceum i doszło do niewydolności serca. Czekał trzy lata na dawcę i naprawdę cierpiał. Nie mógł opuszczać szpitala, był tak słaby, że ledwo dochodził do łazienki. Niecały rok temu znalazł się dawca i Taeminnie miał przeszczep.
- Mówił tylko, że chorował na serce i konieczna była operacja, ale nic poza tym. Nie sądziłem, że to aż tak poważne.
- Widać chciał ukryć ten fakt. Nie bardzo lubi o tym mówić.
- Rozumiem to.
Ponownie zapadła między nimi cisza. Minho zastanawiał się nad słowami kobiety. Rozumiał, że to coś o czym raczej wolałoby się nie mówić, ale dlaczego Taemin kłamał? Przecież jemu mógł powiedzieć. Nie ważne, że miał przeszczep, przecież to nadal Taemin.
- Naprawdę szkoda mi dawczyni. To była piękna, młoda dziewczyna. Miała narzeczonego – odezwała się pani Lee, a Minho spojrzał na nią z zaskoczeniem. Poczuł nagły niepokój, słysząc te słowa.
- Wiem pani kim był dawca?
- Tak. Rodzice dziewczyny chcieli się ze mną spotkać jeszcze w czasie operacji. Porozmawiać. Miała wypadek samochodowy i nie udało się jej uratować. Naprawdę szkoda, ale dzięki niej mój Taeminnie może normalnie żyć.
- Czy wie pani jak miała na imię? – zadał kolejne pytanie, które z trudem przeszło mu przez gardło. Poczuł jak żołądek skręca mu się jeszcze bardziej, jakby wiedział co za chwilę usłyszy.
- Kim Taeyeon – odpowiedziała pani Lee, a Minho poczuł jak nagle traci grunt pod nogami.


Onew stał na dachu szpitala, patrząc jak samochody na dole przemieszczając się po zatłoczonej ulicy. Nie powinien zostawiać matki samej w poczekalni przed salą operacyjną, ale naprawdę już nie dał rady tam wytrzymać. Na ubraniu miał ślady krwi, w którą wdepnął, kiedy łapał swojego małego braciszka. Przed oczami pojawił się obraz jego bladej jak śmierć twarzy. Myślał, że mu serce wyskoczy, kiedy do niego biegł. Nadal się bał. Czuł jak strach go oplata ze wszystkich stron, wyciskając łzy, które spłynęły mu po pliczkach.
- To moja wina – wyszeptał, zaciskając dłonie w pięści. Czuł się winny. Gdyby tylko wcześniej znalazł chwilę, aby z nim porozmawiać. Gdyby nie dopuścił do tego, że młodszy sięgnął po alkohol, teraz pewnie nie leżałby na stole operacyjnym. Wiedział, że to ryzykowny zabieg. Ponownie musieli go otworzyć, a później przejść na sztuczne krążenie, aby zaszyć aortę. Wiedział, że kiedy Taemin się obudzi, będzie czuł ból w całym ciele. A później znowu narzekać, że wrócił do szpitala.
Wytarł dłonią spływającą po policzku łzę i odwrócił się, słysząc za sobą czyjeś kroki.
- Onew? – odezwał się Key, podchodząc do niego i po prostu przytulił. Cieszył się, że nie było z nimi Minho, bo by go chyba teraz zabił.
- Będzie dobrze – szepnął mu do ucha młodszy Kim.
- Nawet nie wiesz co się stało – odpowiedział.
- To mi opowiedz – poprosił. I właśnie tak Onew zrobił. Opowiedział im o tym jak Taemin się zakochał, a później znalazł go pijanego i w końcu jak trafił do szpitala. Pominął fakt, że pieprzył się z Minho i Taeyeon go nawiedzała. Wolał nie straszyć żadnego z nich.


           
Zaraz po tym jak pani Lee powiedziała imię dawczyni serca Taemina, drzwi do sali operacyjnej się otworzyły i wyszedł z nich lekarz, mówiąc, że zabieg się udał i niedługo przeniosą Tae na salę. Minho nie czekał jednak, aż to zrobią, tylko wstał i ruszył korytarzem w stronę wyjścia. Był niemal w rozsypce. Pamiętał jak Taeyeon podpisywała oświadczenie woli i namówiła go, aby zrobił to samo, bo może kiedyś uratują czyjeś życie, kiedy im już organy nie będą potrzebne. Jak przez mgłę usłyszał w głowie słowa matki Taeyeon, która mówiła, że przeszczepiono jej organy, tak jak tego chciała. Wtedy nie zwracał na to uwagi, bo zbyt cierpiał, aby myśleć o takich rzeczach, ale teraz… Podniósł głowę i zobaczył jak z jednej z wind wychodzi Onew, a za nim Key i Jonghyun.
- Udało się. Zaraz go przewiozą na salę – poinformował ich. Jonghyun i Key od razu ruszyli do poczekalni, a Onew zatrzymał się, patrząc na Minho. Młodszy też się zatrzymał, kompletnie nie widząc co ma myśleć, jak reagować. Był tak pochłonięty szokiem, który go ogarnął, że nawet się nie zorientował, kiedy Jinki do niego podszedł i uderzył pięścią w twarz, posyłając na podłogę.
- To twoja wina, że się tam znalazł! – wysyczał starszy, pochylając się nad nim.
- Niby dlaczego moja? – spytał, zdezorientowany. Przecież nic nie zrobił. W ogóle nic nie zrobił.
- Taemin się w tobie zakochał, a ty…
Oczy bruneta omal nie wyszły z orbit, kiedy to usłyszał. Co Taemin? Zakochał się w… nim?
- O czym ty mówisz?
- Zakochał się w tobie, a później się pieprzyliście, a ty jak ostatni skurwysyn zawołałeś imię swojej byłej, podczas, gdy robiłeś to z Taeminem!
Minho zastygł w bezruchu, a szczęka opadła mu i to dosłownie. Nagle do głowy wrócił mu obraz nagiego Taemina, jęczącego i proszącego o więcej. Serce mu zabiło mocniej. To nie był sen? Oni naprawdę…
- Nie chcę cię widzieć w jego pobliżu, Choi. Nawet się do niego nie zbliżaj, albo zabiję – dodał Jinki i odsunął się od niego, idąc szybko do poczekalni. Minho patrzył za nim, wciąż leżąc na podłodze, a w jego głowie krążyły tylko trzy myśli. Taemin go kochał… Uprawiali seks na wyspie Jeju… W ciele młodszego biło teraz serce Taeyeon… Jego Taeyeon.

środa, 6 lutego 2013

("Heart") Rozdział 26




Jinki wracał właśnie z uczelni wraz z paczką swoich przyjaciół, ale w ogóle ich nie słuchał. Jego myśli krążyły wokół Taemina, który snuł się po domu niczym zombie i praktycznie się nie odzywał. To nie było normalne zachowanie, ale egzaminy i studia nie pozwoliły mu, aby zapytać brata co się stało. W sumie to miał też małą nadzieję, że może Taemin sam do niego przyjdzie i powie co mu leży na sercu, tak jak to było jeszcze przed przeszczepem. Przecież wiedział, że zawsze może do niego przyjść i powiedzieć o wszystkim co go trapi. Jednak kiedy Taemin nadal do niego nie przychodził, a dzisiaj rano nawet nie wyszedł na śniadanie, Onew zaczął martwić się jeszcze bardziej. Rano i tak był spóźniony, więc nie mógł do niego zajrzeć. Pani Lee pojechała wczoraj na jeden z pokazów i miała wrócić dopiero wieczorem, a pan Lee był w podróży służbowej. Taemin został w domu sam.
- Jinki? – spytał Joon, kiedy zauważył, że jego przyjaciel odleciał. Onew spojrzał na niego z zaskoczeniem i odchrząknął.
- Sorry, nie słyszałem. Mówiłeś coś?
- Tak. Pytałem, czy wszystko okej? Ciągle odlatujesz.
- Chodzi o mojego brata i nieco się martwię.
- Och – odpowiedział jedynie Joon. Wiedział o bracie Onew i ogólnie o chorobie, ale to nic nowego, że starszy się o niego martwił. Już tak po prostu miał.
- Pewnie nie pójdziesz z nami na piwo, co nie? – spytał. Jinki pokręcił przeczącą głową i uśmiechnął się przepraszająco:
- Nie dzisiaj. Wolę wrócić do domu i zobaczyć co z Tae. Tak jakoś… Może innym razem?
- Pewnie. Wystarczy, że zadzwonisz.
Onew pokiwał głową i pożegnał się z przyjaciółmi, idąc do domu. Miał zamiar porozmawiać z młodszym. Egzaminy się skończyły, mógł nieco przy stepować z nauką, więc może uda mu się dowiedzieć co się dzieje? Miał nadzieję, że tak. Przeszedł na drugą stronę ulicy i wpadła mu do głowy myśl, że może powinien zadzwonić do Key i jego wypytać, co i jak? Może on coś wie? Sięgnął po telefon, wybierając odpowiedni numer i czekał, aż ktoś odbierze. Dopiero po dłuższej chwili usłyszał po drugiej stronie zaspany głos przyjaciela.
- Halo?
- Cześć, tutaj Onew – odpowiedział.
- Ooo, cześć. Co tam?
- Dzwonię, bo… Taemin ostatnio zachowuje się dość dziwnie. Jest milczący i nie wygląda najlepiej. Tak jest od powrotu z wyspy. Wiesz coś może o tym?
Po drugiej stronie słuchawki zapanowała cisza, a później coś jak „Jjong przestań, rozmawiam przez telefon. Później mnie zacałujesz” i szelest, jakby Key wychodził z łóżka.
- Okej, możemy gadać. Jest aż tak źle? – spytał w końcu. Onew słyszał w jego głosie troskę i zmartwienie.
- Tak. Jest kompletnie jak zombie. Coś się musiało stać. Jeszcze z nim nie gadałem, bo nie bardzo miałem jak…
- W przed ostatni dzień też nie wyglądał za dobrze, ale zwalił to na zmęczenie. Trochę tańczył na imprezie i siedział do późna, ale nie wiem co mogło się wydarzyć, że do tej pory tak się zachowuje.
Jinki nie skomentował wzmianki o tańcu, bo w końcu mógł się tego spodziewać.
- Ale nic poza tym? O niczym nie wspominał? – dopytywał.
- Przykro mi, ale nie. Ja… ostatnio w ogóle z nim nie gadałem. Tak jakoś… trochę działo się u mnie, ale jeśli chcesz, to mogę z nim pogadać.
- Nie trzeba. Sam to zrobię, jak tylko wrócę do domu. No nic, dzięki i cześć.
- Zadzwoń do mnie, jakby co. Cześć.
Rozłączył się i westchnął cicho. Czyli nadal nic. Schował telefon do kieszeni, wchodząc do swojego wieżowca.
Kiedy wszedł do mieszkania, przywitała go głucha cisza. Zdjął buty i postawił plecak na podłodze, po czym skierował się do pokoju brata. Najpierw zapukał, ale kiedy nie usłyszał zaproszenia, otworzył drzwi i zmarszczył nos na zapach alkoholu, który w niego uderzył. Rozszerzył oczy w przerażeniu, widząc puste butelki po alkoholu, kawałki szkła z rozbitego wazonu i w końcu Taemina, który niemal zwisał z łóżka, śpiąc. Szybko do niego podbiegł, łapiąc za ramiona i potrząsnął.
- Taemin?! – krzyknął z paniką. Młodszemu nie wolno było pić alkoholu. Lekarz wyraźnie zabronił i on o tym wiedział, a mimo to…
- Taemin! – ponownie nim potrząsnął i w końcu chłopak jęknął, otwierając leniwie oczy. Jinki odetchnął nieco z ulgą, ale już po chwili spoważniał.
- Czyś ty kompletnie oszalał?! Alkohol?! Przecież wiesz, że ci nie wolno! – zaczął, ale Taemin uciszył go ruchem ręki, siadając. Głowa go bolała i czuł lekkie ukłucia w sercu.
- Ciszej – poprosił. Starszy westchnął i usiadł obok niego, coraz bardziej zmartwiony. Jeszcze nigdy nie widział Tae w takim stanie. Nawet wtedy, kiedy dowiedział się o chorobie, nie wyglądał tak jak teraz.
- Co się dzieje? Dlaczego nic mi nie chcesz powiedzieć? Taemin – spytał nieco spokojniej. Młodszy spojrzał na swojego brata i widząc zmartwienie i troskę w jego oczach, poczuł się naprawdę głupio i miał ochotę dać sobie niezłego kopa w tyłek. Kiedy kupował alkohol, a później opróżniał po kolei butelki, nie myślał o swojej rodzinie, która na pewno się o niego martwiła.
- Przepraszam – wychrypiał, spuszczając wzrok. Jinki wstał, ponownie wzdychając.
- Przyniosę ci wodę i tabletki, a później pogadajmy, okej? – powiedział. Taemin pokiwał głową, na znak, że się zgadza i patrzył jak starszy wychodzi. Rozejrzał się po pokoju. Miał istny śmietnik na podłodze. Pełno butelek po piwie, zbity wazon i kwiaty, które straciły swoje płatki oraz wielka plama wody. Westchnął cicho, podkurczając nogi pod klatkę piersiową i objął kolana rękami. Serce nadal go bolało, ale umiał ukryć ten słabo wyczuwalny ból. Przynajmniej do czasu, aż Jinki wróci do swojego pokoju.
Starszy wrócił po dziesięciu minutach i podał Taeminowi tabletkę oraz wodę. Chłopak od razu to wypił, dziękując cicho. Jinki usiadł ponownie na brzegu łóżka i spojrzał na brata, pytając:
- Powiesz mi co się dzieje?
Tamin milczał przez chwilę, ale kiedy spojrzał w oczy swojego hyunga, wiedział, że przecież jemu może się wygadać. On zrozumie. Zawsze rozumiał.
- Zakochałem się, hyung – wyznał cicho. Z początku Jinki myślał, że się przesłyszał, ale odpowiedział:
 - W jakiejś dziewczynie? Poznałeś ją na Jeju? Przecież to nie powód do picia, ani nic w tym stylu.
- Problem w tym, że to nie dziewczyna. I nie na Jeju, wcześniej.
Onew zamilkł, a kiedy zobaczył jak po policzku jego małego, zawsze uśmiechniętego braciszka spływa łza, poczuł ukłucie w sercu i przytulił go do siebie.
- Więc w kim? – zadał kolejne pytanie, a odpowiedzi, jaką udzielił mu młodszy, nigdy by się nie spodziewał.
- W Minho, hyung. W Choi Minho.




Jinki siedział w salonie, patrząc tępo w ekran telewizora. Taemin wszystko mu opowiedział. Nawet o Taeyeon, o tym jak miał jej pomóc, a sam się zakochał. O nocy, którą spędził ze starszym, wykorzystując fakt, że był pijany. O tym co usłyszał, kiedy już skończyli i jak bardzo cierpiał. Nie wiedział co miałby na to odpowiedzieć, więc po prostu słuchał, tuląc trzęsące się od łez ciało swojego brata, a kiedy w końcu zasnął, posprzątał cały bałagan i zaszył się w salonie. Musiał przemyśleć kilka rzeczy, jakoś to sobie ułożyć. Wierzył mu. Nie miał problemów z zaakceptowaniem orientacji swojego brata. W końcu go kochał i to, że wolał mężczyzn nie znaczyło, że miałby go odtrącić. Martwił go jednak fakt, że musiał się zakochać akurat w kimś, kto sam wciąż leczył swoje serce. Nie było pewności, czy Minho kiedykolwiek pokochałby Taemina. Jinki nie chciał, aby Minnie cierpiał. Wolał kiedy był szczęśliwy i się uśmiechał, niż płakał.
Jego rozmyślania przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Odwrócił się, patrząc jak jego matka wchodzi do środka, niosąc torby z zakupami.
- Hej, skarbie. Jak było na uczelni? – spytała pani Lee, zauważając swojego starszego syna w salonie. Jinki uśmiechnął się i wstał, aby pomóc rodzicielce z zakupami.
- Dobrze, myślę, że wszystko zdam – odpowiedział. Kobieta uśmiechnęła się do niego, wyciągając produkty i chowając je do szafek.
- A jak Taeminnie?
- Śpi teraz.
Pani Lee zamilkła na chwilę. Starała się nie pokazywać po sobie, że martwi się o swoją młodszą pociechę. Nie chciała niepokoić Jinkiego.
- Niech śpi, a ja pójdę się umyć. Jestem wykończona – oznajmiła i zniknęła w sypialni. Onew jedynie pokiwał głową, chowając resztę produktów do lodówki i szafek, a później ponownie zaszył się na kanapie. Nie chciał mówić o wszystkim mamie. Może jedynie wspomni, że to problemy miłosne, aby chociaż trochę ją uspokoić? Lepiej, aby nie wiedziała, że jej kochany synek ma już za sobą takie rzeczy jak seks, ani tym bardziej o tym, że nawiedzał go duch właścicielki jego serca. Zdecydowanie wpadła by w jakąś histerię, wezwała egzorcystę, albo coś. Westchnął, przełączając na kolejny kanał w momencie, kiedy drzwi do pokoju Taemina otworzyły się i wyszedł z niego właściciel. Jinki spojrzał na brata i stwierdził, że jest nienaturalnie blady.
- Taemin? – spytał dość zaniepokojony. Taemin podniósł do góry głowę i mocniej przycisnął dłoń do klatki piersiowej. Kiedy się obudził, czuł bolesne skurcze w sercu. Wstał, chcąc się czegoś napić, ale skurcze wciąż się nasilały.
 - H… - zaczął, chcąc powiedzieć, że źle się czuje, kiedy nagle poczuł mdłości. Rękę z klatki piersiowej przeniósł na usta, aby je zasłonić, ale nim się zorientował, zwymiotował na podłogę krwią. Jinki zerwał się z kanapy, biegnąc do brata. Taemin spojrzał z przerażeniem na krew i zaczął się nią dusić, upadając na podłogę.
- Mamo dzwoń po pogotowie! – wrzasnął Onew. Pani Lee wyszła z łazienki, patrząc z przerażeniem na horror rozgrywający się na korytarzu, a Jinki złapał w ramiona nieprzytomnego już Tae.