sobota, 25 sierpnia 2012

("Heart") Rozdział 10


            - Mały Bummie! Jak ja dawno cię nie widziałam! – krzyknęłam pani Lee, ściskając mocno Key. Chłopak zaśmiał się, odwzajemniając uścisk. On, Minho i Jjong wpadli właśnie do Taemina z małą propozycją. Key przy okazji ponownie spotkał panią Lee. Zawsze lubił tą kobietę. Pamiętał jak częstowała go słodyczami, domowymi ciasteczkami i innymi pysznościami, przy okazji pokazując jak się maluje. Nie raz się zdarzyło, że pocieszała go kiedy zrobił sobie krzywdę, a obok nie było jego babci.

            - Mi też miło znowu panią widzieć, pani Lee – odpowiedział, odsuwając się od kobiety.

            - Jaka pani? Zawsze mówiłeś mi ciociu.

            - To prawda, ciociu.

            - No, o wiele lepiej. Minho już znam, a to jest? – pani Lee wskazała głową na Jonghyuna, oczekując odpowiedzi. Chłopak ukłonił się nisko, uśmiechając nieśmiało.

            - Nasz przyjaciel Kim Jonghyun – przedstawił go Key, rozglądając się po salonie.

            - Miło mi cię poznać Jonghyun. Ach, mój Minnie ma teraz tylu przyjaciół, nawet nie wiecie jak się z tego powodu cieszę.

            - A właśnie, gdzie on jest?

            - Poszedł z Jinkim na zakupy, ale niedługo wróci. Za ten czas usiądźcie, ja zrobię herbatę, a ty mi opowiesz co słychać u twojej mamy.

            Chłopcy pokiwali głowami, siadając na kanapie i czekając na herbatę.

 

           

- Hyung daj mi jedną reklamówkę – powiedział Taemin, widząc jak jego brat męczy się ze zbyt dużą ilością zakupów. Starszy pokiwał przecząco głową, poprawiając jedną z reklamówek, uparcie brnąc przed siebie. Taemin zacisnął usta w wąską linijkę, mając już serdecznie dość tej nadopiekuńczości. Przecież zakupy nie ważyły więcej niż cztery kilo, a tyle jeszcze mógł dźwigać. Lekarz mówiąc o ciężarach miał raczej na myśli rzeczy ważąey więcej niż dziesięć kilogramów.

            - Hyung! – dodał, zatrzymując się. Jinki zerknął na chłopaka i westchnął pod nosem, widząc jego niezbyt zadowoloną minę.

            - Taeminnie dobrze wiesz, że…

            - Nie mogę dźwigać ciężarów, ale do jasnej cholery te zakupy mają do czterech kilogramów, a nie czterdzieści.

            - No dobra, masz. – Onew podał młodszemu jedną z reklamówek i odwrócił się w stronę domu. Taemin prychnął pod nosem, lepiej chwytając zakupy i ruszył za swoim bratem.

             Kiedy tylko znaleźli się w domu, zauważyli kilka par nieznanych sobie butów, a ich uszu dobiegł śmiech. Z zaskoczeniem weszli do środka i stanęli nieruchomo na widok trójki znajomych Taemina.

            - Już jesteście? – spytała pani Lee, podnosząc się z kanapy i odbierając od młodszego syna zakupy.

            - Cześć Tae. – Minho pomachał mu z uśmiechem na ustach, a Jjong kiwnął głową na znak przywitania. Taemin podszedł do nich, siadając na wolnym fotelu i zapytał:

            - Co tutaj robicie?

            - Wpadliśmy, aby dać wam propozycję nie do odrzucenia – odpowiedział Key, dopijając swoją herbatę.

            - Nam?

            - No tobie i Jinkiemu, a niby komu innemu?

            - Dobra, a jaka to propozycja?

             Key uśmiechnął się wrednie pod nosem, a jego kocie oczy zabłysły podekscytowaniem. Taemin nie wiedział czemu, ale poczuł dziwny niepokój, mimo to nie odezwał się ani słowem, czekając aż w końcu mu wyjaśnią cóż to za propozycja.

            - Czasem robimy sobie wspólny wypad na trzydniowy biwak. Taki przyjacielski. Chcemy go urządzić ponownie w tym tygodniu i zapraszamy was na niego – wyjaśnił Key. Taemin niemal podskoczył w podekscytowaniu słysząc słowo „biwak”. Od czasu gdy zachorował nie jeździł na tego typu wypady i tak drobna odmiana bardzo by mu się przydała. Tęsknił za tego typu rzeczami. Możliwością spędzania czasu tylko z przyjaciółmi. Co prawda zanim zachorował nie miał ich za dużo, ale miał znajomych z klasy, u których zdarzyło mu się nocować, czy chociażby jeździć na wycieczki szkolne.

            - To naprawdę super pomysł! – powiedział entuzjastycznie, uśmiechając się od ucha do ucha. Minho zerknął na niego, czując jak przyjemne ciepło rozlewa się w okolicach jego serca. Chciał odmówić tego biwaku. W ogóle nie miał ochoty nigdzie jeździć i mówił to dla swoich przyjaciół zanim został przyciągnięty do domu państwa Lee, ale teraz kiedy widział nieskrywaną radość na twarzy młodszego, nie umiał odmówić.

            - Hyung słyszałeś? Chłopaki zapraszają nas na biwak w tym tygodniu! Trzydniowy!

            Onew spojrzał na swojego brata z zaskoczeniem i uśmiechnął się przepraszająco, mówiąc:

            - Przykro mi, ale ja muszę odmówić. Mam pracę i…

            Przerwał kiedy pełen radości uśmiech zniknął z twarzy młodszego Lee. „Cholera” – zaklął w myślach, przeczesując rękoma swoje brązowe włosy. Wiedział jak bardzo Taemina cieszy perspektywa spędzenia czasu z przyjaciółmi przez trzy dni i wiedział także, że bez niego nie będzie mógł nigdzie pojechać. Państwo Lee zgodziliby się na ten wyjazd tylko i wyłącznie w obecności Onew.

            - Pogadam z szefem, może da mi wolne – wyszeptał i już po chwili poczuł jak Taemin rzuca się na niego z wielkim uśmiechem na ustach. Jego brat może i dojrzał szybciej niż jego rówieśnicy przez przebytą chorobę, ale czasami nadal zachowywał się jak dziecko. Wrodzone aegyeo jakie posiadał sprawiało, że nagle z poważnego nastolatka zmieniał się w słodkiego małego chłopczyka, którego wręcz pragnęło się przytulić. I właśnie teraz tak wyglądał. Jak małe szczęśliwe dziecko, które ucieszyło się z nowej zabawki.

            - Słodziak – powiedział z uśmiechem, mierzwiąc u włosy. Chłopak automatycznie odsunął się od niego, poprawiając karmelowe pasma i starając się zrobić poważną minę.

            - Chyba nie lubisz jak ktoś cię tak nazywa, co? – odezwał się Jonghyun, cały czas obserwując dość słodką scenę jaka zaszła między braćmi.

            - Nie jestem słodki – odpowiedział Taemin, siadając z powrotem na wolnym fotelu.

            - Jesteś, jesteś i nic na to nie poradzisz.

            Młodszy Lee rzucił mordercze spojrzenie w stronę Key, zakładając ręce na piersi. Doskonale wiedział, że kiedy nadmiernie się z czegoś cieszył to stawał się słodki, ale strasznie nie lubił jak ktoś go tak nazywał. Nie był dzieckiem. Już dawno przestał nim być. Ból jaki przeszedł przed przeszczepem i jeszcze kilka miesięcy po nim, kompletnie zniszczył w nim beztroskie dziecko. Mimo, że czasem miał wrażenie, że dawny, uroczy Taemin nadal w nim tkwił, czekając aż będzie mógł ponownie zabłysnąć w świetle dnia. Westchnął, uśmiechając się lekko pod nosem. Bardzo się ucieszył z tego, że hyung jednak postanowił zrobić wszystko, aby pojechać z nim na ten biwak. Trzy dni spędzone pod namiotem w towarzystwie trójki nowych przyjaciół, bez nadzoru rodziców. Raj dla każdego nastolatka.

            - Chłopcy zostaniecie na obiedzie, prawda? Dzisiaj mamy kuchnię włoską, a więc będzie spaghetti – powiedziała pani Lee, na co chłopcy pokiwali z entuzjazmem głowami.

 

           

Pięć godzin później Taemin leżał na swoim łóżku, uśmiechając się pod nosem i słuchając swojej ulubionej muzyki. Po obiedzie zagrał z chłopaki na play stadion 3, zostając ogranym przez Minho. Później cała trójka poszła do domu, dziękując za posiłek i dobrze spędzony czas.

            Przewrócił się na prawy bok, ściszając nieco muzykę na swoim mp4. Zerknął na wielką pufę, stojącą w kącie i zobaczył Taeyeon. Dawno się u niego nie pokazywał i miał już małą nadzieję, że dała mu spokój, ale jak widać, mylił się.

            - Dawno cię nie było – powiedział, wyciągając z ucha jedną ze słuchawek.

            - Obserwowałam cię po cichu. Słyszałam o propozycji chłopaków – odpowiedziała. Po plecach Taemina przebiegły drobne ciarki, słysząc jej głos. Zawsze brzmiał tak jakby z oddali, nieco nierealny.

            - Ten biwak to świetna sprawa. Przybliżę się nieco do Minho i kto wie, może się bardziej zaprzyjaźnimy.

            - On nie chciał jechać.

            - Jak to? Przecież nic takiego nie powiedział.          

            - Zanim tutaj przyszli to nie chciał nigdzie jechać. Na biwak zawsze jeżdżą nad jezioro. Nieco odludne miejsce, bo najbliższa wioska, w której znajduje się sklep jest oddalona o osiem kilometrów, ale chłopcy strasznie je lubią. Zawsze jest tam cicho i przyjemnie można spędzić czas.

            - Więc w czym problem?

            -  Z tym miejscem wiąże się dużo wspomnień. W tej chwili bardzo bolesnych dla Minho.

            Taemin usiadł, kompletnie wyłączając odtwarzacz. Na twarzy Taeyeon gościł smutny uśmiech, a oczy wydawały się być jakby za mgłą, zasnute wspomnieniami o chwilach, które spędziła wraz z Minho nad małym jeziorkiem.

            - To właśnie tam powiedziałam mu, że go kocham i pierwszy raz się pocałowaliśmy – dodała, przenosząc wzrok na chłopaka. Mimo, że była duchem to odczuwała ból tak jak żywy człowiek. Może nie fizyczny, ale psychiczny owszem. Wspomnienia bolały. Czuła żal za tym co utraciła, niesprawiedliwość, że jej młode życie zakończyło się tak szybko, przekreślając wszystkie plany i marzenia jakie miała odwagę snuć. A marzyła o ślubie, rodzinie. Gromadzce dzieci i Minho, który sprawiałby, że każdy jej dzień byłby pełny szczęścia i miłości. Takie naiwne marzenie, jak u małej dziewczynki, która zawsze chciała być księżniczką, ale najważniejsze, że jej własne.

            - Płaczesz? – spytał Taemin, widząc jak srebrzysta łza spłynęła po delikatnym policzku dziewczyny.

            - To tylko żal, Taemin. Mam nadzieję, że dotrzymasz obietnicy i pomożesz mu być znowu szczęśliwym.

            - To nie była obietnica.

            - Masz rację, ale mimo wszystko zgodziłeś się.

            - Owszem.

            - Zauważyłam, że przy tobie się uśmiecha. Masz w sobie coś takiego co wywołuje u ludzi radość. Bardzo niezwykła cecha.

            Taemin zaczerwienił się, słysząc ten komplement. Nie bardzo przepadał za Taeyeon, bywała wkurzająca i dość impulsywna, ale nie nie lubił jej. W końcu nawet jej nie znał, a dzisiaj miał okazję poznać jej nową stronę. Dziewczyny, która utraciła wszystko co było jej najcenniejsze i dla której tylko on mógł pomóc.

            - Postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy, aby w końcu pogodził się z twoją śmiercią – powiedział, posyłając jej przyjazny uśmiech. Taeyeon odwzajemniła go, biorąc sobie do serca jego słowa.

piątek, 24 sierpnia 2012

("Heart") Rozdział 9




               Pani Lee z uśmiechem patrzyła jak jej młodszy syn ustawia na stole naczynia do kolacji. Rodzinne kolacje nie zdarzały się zbyt często w ich domu z powodu ciągłej pracy, ale kiedy już miały miejsce wszyscy się z nich cieszyli.

            - Taeminnie masz postaw jeszcze sałatkę - zwróciła się do chłopaka. Taemin uśmiechnął się do niej, zabierając sałatkę z kuchennego blatu i zanosząc ją do jadalni.

            - Długo jeszcze? Jestem głodny - odezwał się Jinki, wchodząc do salonu. Wyglądał jakby właśnie się obudził.

            - Czekamy już tylko na tatę - odpowiedział mu Taemin, siadając za stołem. Jego hyung podszedł do niego i usiadł na krześle obok.

            - Już jestem - odezwał się starszy mężczyzna, zamykając drzwi frontowe. Mężczyzna po kilku minutach wszedł do jadalni, zasiadając na krześle i patrząc jak jego żona podaje przygotowaną kolację.

            Taemin pochłaniał swoją porcję z apetytem, ciesząc się w duchu. Takie wspólne kolacje miały miejsce dwa góra trzy razy w miesiącu. Ojciec chłopaka pracował na dość wysokim stanowisku w znanej w całym kraju firmie i dość często musiał wyjeżdżać w różnego rodzaje delegacje.

            - Minnie powiedz mi, kiedy znowu zaprosisz swojego nowego kolegę? - odezwała się pani Lee. Taemin zerknął na nią zaskoczony, przełykając potrawę.

            - Nie mam pojęcia - odpowiedział zgodnie z prawdą. Od meczu minęło dwa tygodnie. Co prawda Taemin kilka razy jawił się w jego klubie i rozmawiał z nim, ale nic poza tym. Jak dotąd nie umawiali się na żadne inne koleżeńskie wypady.

            - Nowy kolega? - Jinki zerknął z zainteresowaniem na brata, dokładając sobie sałatki.

            - Minnie ci nie mówił? Dwa tygodnie temu poszedł na mecz ze swoim znajomym. Choi Minho, naprawdę miły chłopak.

            - Nie miałem pojęcia. Taemin ostatnio więcej czasu spędza poza domem i nie mam możliwości z nim pogadać.

             -Ej! Ja tutaj jestem! - wtrącił Taemin, robiąc pounta. Jego ojciec zaśmiał się, widząc tą minę. Cóż od zawsze wiedział, że jego młodszy syn niemal wszystko odziedziczył po matce, nawet zachowanie.        

            - Widzę, młody - odpowiedział Jinki, uśmiechając się szeroko.

            - Dzisiaj znowu wychodzę. W sumie to zaraz – powiedział Taemin, wycierając usta chusteczką. Jego rodzicielka i brat spojrzeli na niego z zaskoczeniem. Uśmiechnął się do nich ciepło, dopijając sok.

            - No co? – spytał.

            - Nic, po prostu ostatnio naprawdę często wychodzisz. – Pani Lee odwzajemniła uśmiech, nie przestając spoglądać na swojego młodszego syna.

            - To chyba dobrze, prawda?

            - Nie mówię, że źle skarbie, ale chciałabym wiedzieć gdzie się wybierasz?

            - Spotkać się z Minho. Jak zawsze.

            - A przed chwilą mówiłeś, że nie wiesz kiedy znowu zaprosisz go do domu. – Jinki rozsiadł się wygodniej na krześle, poklepując się po brzuchu.

            - Bo nie wiem. Poza tym niby dlaczego miałbym go zaprosić do domu? To mój kolega, a nie chłopak.

            Pan Lee zaśmiał się, pytając:

            - Właśnie, a czy któryś z was umawia się z kimś?

            - Ja nie. Co do hyunga to nie mam pojęcia.

            Onew zaczerwienił się, odchrząkując. Trzy pary oczu skupiły się na nim, oczekując odpowiedzi. „Czyżby hyung kogoś  miał i mi nie powiedział?” – pomyślał Taemin.

            - Jest ktoś kogo lubię, ale nie spotykamy się. To znaczy to tylko koleżanka. Jak na razie – odpowiedział Jinki, uśmiechając się lekko.

            - Zaproś ją do domu.

            - Mamo!

            - No co? Chciałabym poznać twoją wybrankę serca.

            - Właśnie hyung, ja też chciałbym ją poznać, ale to później. Muszę lecieć. Nie wiem, o której wrócę. – Taemin podniósł się z krzesła i ruszył do swojego pokoju. Pięć minut później wyszedł z domu, zakładając na siebie skórzaną kurtkę.

 

 

            -Nie spodziewałem się ciebie znowu tutaj – powiedział Minho, uśmiechając się do młodszego. Taemin usiadł na stołku barowym, odwzajemniając uśmiech. Przez myśl Minho przebiegło, że chłopak ma naprawdę śliczny uśmiech, ale szybko to zignorował. Gdyby tak się głębiej nad tym zastanowił to nie tylko uśmiech miał śliczny. Cały Taemin był niezwykle urodziwy.

            - W domu się nudzę, a tutaj mogę z tobą pogadać i posłuchać muzyki – odpowiedział młodszy, czekając aż jego nowy kolega przyniesie mu picie. Taemin lubił przychodził do pracy Minho. Lubił rozmawiać ze starszy i w ogóle spędzać z nim czas. Oprócz tego czasem pozwalał sobie na odrobinę tańca, upewniając się, że nie zapomniał wszystkich kroków tanecznych, których uczył się przez tyle lat.

            - Skoro tak to nie mam nic przeciwko, abyś codziennie wpadał. – Minho postawił przed nim puszkę z colą i odwrócił się do kolejnego klienta. Zaczął przygotowywać drinka co chwilę zerkając na młodszego chłopaka. Lubił jak Lee wpadał do niego do pracy i zagadywał, obdarowując jednym ze swoich uroczych uśmiechów. Podał drinka klientowi i zerknął na swój telefon. Miał jedną wiadomość.

            „Od: Key;

            Żabolu, czy przyszedł twój nowy znajomy? Ja i Dino wpadniemy do ciebie niedługo ^^”

            Parsknął pod nosem na słowo „żabol”. Wiedział, że przypominał nieco żabę, ale bez przesady.

            „Do: Key;

            Nie nazywaj mnie tak ;/ I tak, Taemin znowu tutaj jest”

            Odpisał, chowając telefon do kieszeni. Wiedział, że jego przyjaciele przybędą we wręcz piorunowym tempie, aby poznać Taemina. Key już od dłuższego czasu męczył go, aby pomógł mu poznać młodszego. W końcu będzie miał do tego okazję.

            - Czyli, że kończysz za jakieś pół godziny? – spytał Taemin, powoli sącząc swój napój przez słomkę. Nigdy nie pijał normalnie coli. Zawsze musiał mieć słomkę.

            - Zgadza się – odpowiedział Minho, zerkając na ludzi tańczących na parkiecie.

            - Moja mama pytała dziś o ciebie.

            - Naprawdę?

             - Tak. Chyba cię lubi, no i w końcu cieszy się, że mam jakichś znajomych.

            - Rozumiem.

            - Chciałbyś wpaść do mnie, któregoś dnia? Wiesz, żeby zaspokoić jej radość z owego faktu.

            Minho zaśmiał się, kiwając potakująco głową. Taemin zdjął gumkę ze swoich włosów, rozwalając kucyk i sprawiając, że aksamitne pasma rozwiały się po obu stronach jego twarzy, spływając miękką falą po plecach.

            - Dlaczego ich nie zetniesz?
            - Lubię jak są takie długie. Nie pytaj dlaczego, bo sam nie wiem. Po prostu to lubię. A co, nie pasuje mi?

            - Pasuje, pasuje.

            Pasowało. Długie włosy dodawały mu tylko więcej uroku, sprawiając, że bardziej przypominał dziewczynę.

            - Nie lubię jak ktoś mówi, że jestem śliczny – dodał Taemin, ponownie zaplatając kucyka.

            - Dlaczego?

            - Bo… - zaczął, ale usłyszał jak ktoś go woła. Odwrócił się, patrząc z zaskoczeniem na Jinkiego idącego w jego stronę.

            - Hyung? – spytał. Starszy podszedł do niego z nieco wściekłą miną, pytając:

            - Co ty tutaj robisz? Pijesz alkohol? Przecież wiesz, że ci nie wolno!

            - Hyung spokojnie, ja…

            - Lee Jinki? – ponownie mu przerwano. Zerknął na chłopaka z krótkimi blond włosami i kocimi oczami. Ubrany był w pomarańczowe rurki, białą koszulkę z nadrukiem „I`m sexy and I knowi it”  oraz całkiem fajną kolorową, skurzaną kurteczkę.

            - Tak to ja, a ty? – spytał Onew, patrząc na chłopaka ze zmarszczonymi brwiami. Coś w jego wyglądzie mówiło mu, że już go kiedyś spotkał, ale nie umiał skojarzyć gdzie.

            - To ja Kim Kibum, nie pamiętasz mnie?

            Taemin wytrzeszczył w zaskoczeniu oczy, uśmiechając się szeroko.

            - Key umma?- zapytał niepewnie. Chłopak zerknął na niego i niemal pisnął z radości.

            - Taeminnie?! Mały Taeminnie?! Jak ja cię dawno nie widziałem!

            Kibum rzucił się na niego, ściskając mocno. Taemin zaśmiał się, także go przytulając. Nawet nie mógł uwierzyć, że znowu miał przed swoją swojego Key ummę.

            - Dobra, czy ktoś powie mi o co tu chodzi? – odezwał się Jonghyun, obserwując z zaciekawieniem całą tą scenę. Nie miał pojęcia dlaczego ten chłopak nazywał Key ummą, ani skąd się mogli znać.

            - Jonghyun poznaj proszę Lee Jinkiego i Taemina. Zanim wyjechałem na rok do Ameryki, a później zamieszkałem na stałe w Seulu i poznałem ciebie i Żabola, to mieszkałem w Daegu, co z resztą wiesz. Tak się składa, że babcia tej dwójki była moją sąsiadką i w każde wakacje oraz święta bawiliśmy się razem – powiedział Key, obejmując ramieniem Taemina. Nie spodziewał się, że spotka dwójkę swoich dawnych przyjaciół. Zawsze spędzał z nimi czas podczas wakacji. Bawili się razem, będąc dla siebie niemal jak brata. Chociaż dla Taemina to był bardziej jak matka, ciągle go pouczając i dbając, aby nie zrobił sobie krzywdy. Właśnie dlatego chłopak nazywał go ummą.

            - Miło mi, jestem Jonghyun i przyjaźnię się z tym idiotą – przedstawił się Kim, wskazują na Key, który prychnął, uderzając go w ramię. Obaj Lee także się przywitali.

            - Taemin to powiesz mi co tutaj robisz? – odezwał się Onew, patrząc na swojego młodszego brata. Nadal nie uzyskał odpowiedzi.

            - Przecież mówiłem przy kolacji, że idę spotkać się z kolegą.

            - Tak, ale nie mówiłeś, że do baru. I gdzie ten twój kolega niby jest?
            - Cześć – wtrącił się Minho, podnosząc do góry rękę. Key wytrzeszczył oczy spoglądając co chwilę to na Minho, to na Taemina, piszcząc z radości.

            - Co znowu? – Bling upił łyk swojego dopiero co zamówionego drinka.

            - To… to… to mój Taeminnie jest tym nowy znajomym Minho! – oznajmił Kibum, wyrzucając ręce w górę, przy okazji wytrącając z rąk Jonghyuna szklankę i oblewając jego koszulę drinkiem.

            - Key!

            - Wybacz! – Key rzucił się  serwetkami na starszego, wycierając jego koszulę. Minho pokręcił głową, Taemin zaśmiał się głośno, a Onew stał osłupiały, nie bardzo wiedząc co mówić. Lee to zauważył i zwrócił się do niego:

            - Hyung, jeśli chcesz to możesz iść do swoich znajomych. Ja tutaj zostanę i nie martw się, nie piję alkoholu.

            Onew patrzył na niego przez chwilę z niezbyt pewną miną, ale w końcu rzucił wszystkim krótkie „cześć” i ruszył w stronę swoich znajomych, z którymi przyszedł.

             - Zostaw już to. Niedługo wyschnie – rzucił Jjong, siadając z powrotem na stołku.

             - Ej Minho, kończysz za dziesięć minut co nie? – Key zerknął na brunet, który pokiwał twierdząco głową.

            - Super! To do tego czasu zrób nam coś do picia, Jjong przyniesie, a ja i Taemin pójdziemy do wolnego stolika na górze i obgadamy ostatnie miesiące. Później do nas dołącz.

            Kibum chwycił Taemina za rękę, ciągnął za sobą na górę i zostawiając osłupiałych przyjaciół przy barze.

            - On jest czasem niemożliwy – westchnął Jjong.

            - Mnie to mówisz? –odpowiedział Minho, robiąc zamówione drinki.